![]() |
![]() |
Powoli dobiega końca rok liturgiczny. Był to rok Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego, który znowu przypomniał, co jest "źródłem i szczytem" całego życia chrześcijańskiego. Kościół zna różne sposoby liturgicznego wyrazu "Misterium wiary". W czasie Kongresu we wrocławskim kościele dominikanów sprawowano np. Mszę św. w starożytnym obrządku ormiańskim, mającym początki apostolskie. W relacjach telewizyjnych zwrócono uwagę, że w tym obrządku - trwającym bez zmian od połowy V wieku - zachowano wiele elementów, których po ostatnich reformach zabrakło w obrządku łacińskim. Zapewne wbrew intencjom autora tego sformułowania, było to gorzkie stwierdzenie. Gorzkie i jakby zawstydzające. Jego dopełnieniem mogło być bowiem tylko pytanie, czy rzeczywiście katolik musi dzisiaj sięgać aż do liturgii ormiańskiej, żeby znaleźć to, czego szuka - tęskniąc do modlitewnej ciszy, kontemplacyjnej wrażliwości, starożytności tekstów i gestów, przejmującego ogromu śpiewów? Czy katolicy rzymscy mogą się zetknąć z liturgią apostolską jedynie za pośrednictwem obrządku ormiańskiego? Takie pytania dyktuje nie tylko ów znaczący epizod kongresowy, ale i zwykła obserwacja liturgii "posoborowej".
Wiele się dzisiaj mówi o odpowiedzialności katolików świeckich za Kościół. Mówi się także o ich czynnym i świadomym uczestnictwie w liturgii. Te hasła nie muszą oznaczać mieszania autorytetów i nie muszą prowokować bezładnego aktywizmu. Można je dobrze rozumieć, podejmując właściwą intencję Kościoła, który ustami wielu papieży i ostatniego soboru wypowiedział te sformułowania. Gdy podejmowaliśmy - przecież w gronie świeckich - nasze starania o odprawianie tradycyjnej Mszy św., staraliśmy się odpowiedzieć na te uroczyste zachęty. Czas, który minął, naszym zdaniem potwierdził, że było to działanie odpowiedzialne i świadome, będące świadectwem czynnego udziału w życiu Kościoła. Nie jesteśmy tutaj zresztą pierwsi, gdyż większość inicjatyw na rzecz liturgii tradycyjnej wychodzi dzisiaj ze środowiska wiernych świeckich, co widać jasno w przypadku niemieckiej "Pro Missa Tridentina" i francuskiego "Oremus". To właśnie na ich autentyczną potrzebę duchową odpowiadają pasterze Kościoła, gdy na ich prośbę autoryzują w swych diecezjach Mszę "trydencką" i zezwalają na działanie tradycyjnych wspólnot kapłańskich i zakonnych. Nasza inicjatywa sprzed półtora roku wpisuje się w szeroki prąd katolicki, wyrażający - według wyrażenia Jana Pawła II - "uprawnione aspiracje" wiernych tradycji łacińskiej.
Nie jest to jednak jedyna uprawniona forma aktywności świeckich na rzecz tradycji liturgicznej. Mogą i powinni oni stawać się inicjatorami przedsięwzięć, których celem jest rozwijanie wśród katolików świadomości, jak wielkie bogactwa zawiera skarbiec liturgii rzymskiej. Ta praca wymaga oczywiście nie tylko entuzjazmu i przekonania o słuszności, ale i kompetencji. Nie wszyscy musimy być ekspertami liturgicznymi. Dobrze jednak, gdy od osób, będących takimi ekspertami, możemy uzyskać pogłębione teologicznie, historycznie i kanonicznie wyjaśnienie wzniosłego obrzędu katolickiego.
Czy podobne przedsięwzięcie jest realne w konkretnej rzeczywistości współczesnych wydziałów teologicznych, gdzie przecież trzeba byłoby szukać owych specjalistów, kompetentnych i nie uprzedzonych do liturgii klasycznej? Dzisiaj trudno na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, jeśli myślimy o naszej polskiej sytuacji. Mamy za to podstawy, by odpowiedzieć na nie pozytywnie, gdy rozszerzymy pole naszego widzenia na całą europejską Christianitas. Znajdujemy tam bowiem inicjatywy w rodzaju tworzonej przez świeckich federacji "Una Voce", która od lat upowszechnia wiedzę o liturgii klasycznej, zabiega o znajomość chorału gregoriańskiego i troszczy się o sztukę kościelną.
Obok tej zasłużonej instytucji wyrosło niedawno nowe, bardzo cenne przedsięwzięcie grupy katolików francuskich, którzy - również w pełnym związku z Kościołem hierarchicznym - podjęli się zadania utworzenia międzynarodowego ośrodka studyjnego, stymulującego badania naukowe nad rytem rzymskim. Ich starania przyniosły powodzenie. Utworzono Centre International d'Etudes Liturgiques (CIEL). Udało się zyskać życzliwość wybitnych osobistości kościelnych (m.in. kard. S.Oddi i kard. A.Sticklera, którzy znaleźli się w utworzonym przez CIEL komitecie honorowym) nawiązać liczne kontakty ze specjalistami z różnych dziedzin teologii i innych nauk oraz - także dzięki życzliwości autorytetów kościelnych (w tym zwłaszcza bp. G.Langrange'a, ordynariusza Gap) - zorganizować cykliczne, doroczne sympozja naukowe. Wśród zaproszonych mówców występowali tu nie tylko znani w środowisku tradycyjnym autorzy i wykładowcy z kręgu Bractwa św. Piotra, Instytutu Chrystusa Króla, opactw benedyktyńskich w Randol, Triors i Barroux, Instytutu "Opus Maria", czy Federacji "Una Voce" - ale również inni utytułowani wykładowcy uczelni rzymskich (Gregorianum, Urbinianum, Anselmianum), członkowie Papieskiej Akademii Teologii w Rzymie, a także profesorowie uczelni świeckich. Wśród podejmowanych tematów były zarówno ogólne zasady liturgii katolickiej, jak i konkretne problemy, naświetlane tradycją obrzędu chrześcijańskiego (mówiono m.in. o ustawieniu ołtarza, koncelebrze, rozdzielaniu Komunii św., nauce eucharystycznej, rozumieniu Mszy jako ofiary, znaczeniu ołtarza i obrzędach poświęcenia kościoła, trydenckiej reformie liturgicznej, odniesieniu do Eucharystii w anglikanizmie i u Lutra, relacji między liturgią i eklezjologią, wreszcie o chorale gregoriańskim). Zgodnie z zamiarem organizatorów CIEL, sympozja te mają zasięg międzynarodowy - nie tylko od strony wykładowców, ale i od strony pozostałych uczestników, którzy przybywali z Francji, Włoch, Hiszpanii, USA, Australii, Kanady, Anglii, Austrii, Belgii, Szwajcarii, Afryki, Irlandii, a ostatnio także z Polski. Uczestników nie zraziła odległość, trudności z dojazdem, ani wysoki poziom wystąpień. W roku 1995, gdy odbywało się pierwsze sympozjum, przybyło na nie ok. 70 osób, a potem ta liczba sukcesywnie rosła, ostatnio przekraczając setkę. Do tego dodajmy dokonaną przez CIEL edycję akt sympozjum (których tomy są wydawane w kilku językach), ich rozpowszechnienie wśród biskupów francuskich i przełożonych zakonnych - a będziemy mieli ogólny zarys chwalebnej aktywności niepozornej grupki młodych katolików świeckich. Jest to przykład, który warto naśladować, nawet jeśli trzeba by się z początku zadowolić skromniejszymi przedsięwzięciami.
Tekst pochodzi z "Biuletynu Warszawskiego Środowiska Wiernych Tradycji Łacińskiej" nr 9 (1997). Redakcja "Verbum Traditionis" dziękuje red. Pawłowi Witaszkowi za nadesłanie artykułu. Pogrubienia w tekście pochodzą od redakcji "Verbum Traditionis".
Powrót do strony BIULETYN nr 9
Powrót do strony Z ŻYCIA KOŚCIOŁA
© by VERBUM TRADITIONIS - Magazyn Tradycji Katolickiej