| WIARA | VERBUM TRADITIONIS |
W czasie rozmowy z Aldo Cazzullo patrzy przez okno swego paryskiego mieszkania i mówi: "Sobór był doskonały, ale wykonanie jego postanowień... ileż błędów! Wiara osłabła. Prawda zatraciła się.(1) Kościół katolicki zrezygnował z ogłoszenia się jedynym prawdziwym Kościołem. Modli się razem z protestantami, z przedstawicielami innych wyznań. W seminariach miejsca Tomasza, Ambrożego, Augustyna zajęli Freud, Marks, Luter". Od tego Kościołaodszedł Arcybiskup Lefebvre, z którym Jean Guitton w imieniu Rzymu miał szukać porozumienia. Dziś jednak niechętnie o tym wszystkim wspomina, bo jak sam mówi: "...w gruncie rzeczy arcybiskup miał rację". Wyrażał jednak swoje zastrzeżenia w sposób niezręczny. Popełnił błąd nie doktrynalny, ale dyplomatyczny!
Guitton wyraża swoją tęsknotę do Mszy po łacinie. Do języka, w którym przez 60 lat życia jako katolik wyrażał swe uczucia. Z powodu odejścia tego języka cierpiał również Paweł VI. I trzeba przyznać uczciwie - Sobór wcale nie zniósł tego języka, dał tylko prawo do Mszy w językach narodowych, prawo, które po latach stało się niemal... obowiązkiem.
Na Soborze Guitton należał do tych, którzy ostro stanęli po stronie progresistów. Jako przedstawiciel oświeconego laikatu przemawiał podczas obrad i bronił szczególnie dwóch spraw: otwarcia Kościoła na świat i prawa do wolności religijnej. Marzył o problemach dwudziestego wieku: ekumenizmie, postępie i prawach kobiet... I ocknął się po trzydziestu latach. W czasach, które są triumfem przemocy, apoteozy seksu, telewizji, pieniądza. W czasach, gdy największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa jest nie ateizm, a zwykła ludzka obojętność.
Jak spojrzeć na to wszystko, to łatwo zadać pytanie: Czy chrześcijaństwo może umrzeć. Guitton odpowiada: "Kościół przeżywa straszliwy kryzys. Ale kryzys to jego normalny stan. Kościół przeżywał kryzys już wtedy, gdy Jan pisał Apokalipsę. Ale kiedy na świecie pozostanie choćby tylko jeden chrześcijanin, Kościół będzie żył wraz z nim. Nasz wiek to cofnięcie się. To tak, jak strzelanie z łuku. Trzeba najpierw odciągnąć strzałę do tyłu, by poleciała do przodu. Otóż my dzisiaj zostaliśmy popchnięci w tył. Znajdujemy się jednak w przededniu wielich zmian. Następny wiek będzie erą nowej ewangelizacji, a światło znów oświetli Kościół. Ale oczy moje już tego nie zobaczą".
Należy sobie życzyć, by słowa te okazały się prawdą, a Guittonowi, by i on mógł to ujrzeć. I trzeba mu przede wszystkim podziękować. Za to, że po wielu latach przyznał się do pewnych błędów, że otworzył ludziom oczy na niektóre zjawiska, za to, że ściąga zasłonę ciszy ze spraw związanych z bolesnymi wydarzeniami w Econe i jako przeciwnik arcybiskupa Lefebvre'a w zasadniczych kwestiach przyznaje mu rację.
Jan Poradowski
Powrót
© by VERBUM TRADITIONIS - Magazyn Tradycji Katolickiej