ŻYCIE KOŚCIOŁA VERBUM TRADITIONIS 

NADZWYCZAJ EKUMENICZNY
"GOŚĆ NIEDZIELNY"

Tygodnik "Gość niedzielny" zawsze znany był z liberalnych ciągotek. Jednak najnowszy numer z 17 stycznia 1999 r. ma wyjątkowy charakter. Już na pierwszej stronie czytamy: "Co roku w styczniu wierni z różnych Wspólnot chrześcijańskich modlą się od dar jedności w Kościele." Wiadomo - chodzi o tzw. "Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan", jedną z najważniejszych imprez w ciągu roku ekumenicznego.

Jeden Kosciół czy wiele?

Na stronie ósmej - właśnie w związku z owym ekumenicznym "Tygodniem" artykuł p. Wiesławy Dąbrowskiej-Macury zatytułowany "Tolerancja to za mało, czyli Kościół na drodze dialogu". Już w pierwszym zdaniu poważny błąd teologiczny, by nie powiedzieć herezja: "W dniu Pięćdziesiątnicy Pan Jezus założył jeden Kościół, który dziś jest podzielony na wiele Wspólnot." W następnym akapicie p. Dąbrowska-Macura cytuje nieżyjącego już schizmatyckiego patriarchę Konstantynopola, Atenagorasa, który "często przypominał o potrzebie 'przywrócenia dawnego piękna jednego i niepodzielnego Kościoła'."

Powtórzmy jeszcze raz tezę pani Wiesławy: "...Pan Jezus założył jeden Kościół, który dziś jest podzielony na wiele Wspólnot", przy czym jako "Wspólnoty" autorka najwyraźniej rozumie różne wspólnoty prawosławne i protestanckie, co wynika w sposób ewidentny z dalszej części artykułu, gdzie mowa jest o tych niekatolickich grupach religijnych. Dodajmy jeszcze, że teza p. Dąbrowskiej-Macury nie jest tezą odosobnioną, znajduje bowiem bardzo często wyraz w rozmaitych ekumenicznych publikacjach.

Co na to Magisterium?

Powstaje jednak zasadnicze pytanie: czy taka teza jest zgodna z wiarą katolicką i nauczaniem Ojca świętego? Odpowiedzi należy poszukać w odpowiednich aktach Magisterium Kościoła. W sposób wyjątkowo przejrzysty wypowiedział się w tej sprawie Ojciec święty Pius XI w swojej encyklice "Mortalium animos" (1), potępiając nauki tzw. "wszechrześcijan". W następujący sposób Papież opisał jeden z błędnych poglądów:
 

"Inicjatorzy tej idei  prawie wciąż przytaczają słowa Chrystusa: Ut omnes unum sint ... Fiet unum ovile et unus pastor ("Aby wszyscy byli jedno ... Jedna niech będzie owczarnia i jeden pasterz"), ale w ten sposób, jakby te słowa wyrażały życzenie i prośbę, które mają się dopiero spełnić. Są bowiem zdania, że jedność wiary i kierownictwa - co jest znamieniem prawdziwego i jednego Kościoła Chrystusa - nigdy poprzednio nie istniała i dzisiaj także nie istnieje. Może to według ich zdania być w prawdzie życzeniem, które może też kiedyś wspólną wolą wiernych się urzeczywistni, lecz tymczasem - tak sądzą - jest to tylko pięknym marzeniem."(2)


W następnym akapicie encykliki Pius XI wyraża się jasno o "wielu wspólnotach w jednym Kościele":
 

"Mówią też, że Kościół sam przez się, już ze względu na swą naturę, rozpada się na części, to jest składa się z wielu odrębnych Kościołów, czy też odrębnych wspólnot, które wprawdzie w kilku zasadniczych punktach nauki są zgodne, ale w innych punktach się różnią. Istnieją one według ich zdania na równych prawach. Kościół - tak sądzą - co najwyżej w okresie od czasów apostolskich aż do pierwszych soborów powszechnych był jedyny i zgodny."(3)


Dla jasności, że powyższe poglądy zostały potępione przez Piusa XI, zacytujmy jeszcze jeden fragment encykliki:
 

"Wyznawcy tej idei nie tylko trwają w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i krok po kroku popadają w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera. Niektórzy tym łatwiej dają się uwieść złudnym pozorom słuszności, gdy chodzi o popieranie jedności wszystkich chrześcijan."(4)
Akceptacja dla herezji

Autorka artykułu "Tolerancja to za mało..." nie poprzestaje jednak na tym. W dalszej części swego tekstu pisze: "Nacechowany otwartością na innych dialog ułatwia zrozumienie i uszanowanie różnic w wierze...", "Partnerzy powinni okazywać sobie szacunek i zrozumienie...". "Dialog ekumeniczny pokazuje - pisze dalej Wiesława Dąbrowska-Macura - jak bardzo my, chrześcijanie różnych wyznań, potrzebujemy siebie nawzajem. Przede wszystkim po to, by wyzwolić się z własnego jednostronnego, schematycznego myślenia o inaczej wierzących w jednego Boga. Dialog poszerza horyzonty, otwiera na wartości duchowe innych Wspólnot (...) Uczy akceptować i szanować innych wraz z ich innością. Podejmując dialog między sobą, odkrywamy, jak bardzo jesteśmy ubodzy, kiedy jesteśmy podzieleni, gdy brakuje wymiany darów, udzielanych Kościołom (sic!) przez Ducha Świętego."

Ten ekumeniczny bełkot trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze. A więc Dąbrowska-Macura pisze, że "dialog ułatwia (...) uszanowanie różnic w wierze". Czy to jest postawa misyjna wobec naszych braci heretyków i schizmatyków, którzy albo z niewiedzy, albo z uporu trwają w błędach z dala od Kościoła? Czy to jest postawa misyjna? Zapytajmy dalej - czy to jest postawa, której oczekuje od nas Ojciec święty? Odpowiedź znajdujemy na kartach encykliki "Mortalium animos":
 

"Pracy nad jednością chrześcijan - pisze Pius XI - nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli. Powtarzamy, by powrócili do jednego Kościoła Chrystusa, który jest wszystkim widomy i po wszystkie czasy, z woli Swego Założyciela, pozostanie takim, jakim go On dla zbawienia wszystkich ludzi ustanowił."(5)


Powróćmy jeszcze do "uszanowania różnic w wierze", jakie postuluje Dąbrowska-Macura. Czy możliwe jest budowanie jedności Kościoła na "różnicach w wierze"? Papież pisze o tym w następujący sposób:
 

"Ponieważ więc miłość wspiera się na fundamencie nietkniętej i prawdziwej wiary, przeto więc uczniowie Chrystusa muszą być przede wszystkim spojeni węzłami jedności wiary. Jakżeż można sobie wyobrazić - pyta Pius XI - chrześcijański 'związek', w którym członkowie, nawet wówczas, gdy chodzi o wiarę, mogliby zachować własne zdanie, choćby ono sprzeciwiało się zdaniu innych? Jakżeż ci, którzy są przeciwnego zdania, mogliby należeć do jednego i tego samego związku wiernych?"(6)


Po tych słowach zaczerpniętych z encykliki "Mortalium animos" jasne jest, że nie da się budować jedności na różnorodności w wierze. Dialog, który nie służy nawracaniu, ale za to uczy "akceptować i szanować innych wraz z ich innością" prowadzi donikąd. Cóż bowiem znaczy "akceptować i szanować innych wraz z ich innością "? Oznacza to, że akceptujemy różnice w wierze, które przecież wchodzą w skład owej inności. Powtórzmy jeszcze raz przestrogę Piusa XI, jakże aktualną dziś: "Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła...". A powrót odszczepieńców nie jest możliwy bez nawrócenia się ich na prawdziwą katolicką wiarę:
 

"...do Stolicy Apostolskiej, powiadamy, do korzenia i Matki Kościoła katolickiego niechaj zbliżą się synowie odłączeni, nie w tej myśli i nadziei, że Kościół (...) poświęci czystość wiary i ścierpi ich błędy, lecz po to, by oddać się w opiekę Jego urzędu nauczycielskiego i Jego kierownictwa."(7)


A więc powrót heretyków i scizmatyków do Kościoła musi łączyć się z porzuceniem błędów, bo jak "ci, którzy są przeciwnego zdania, mogliby należeć do jednego i tego samego związku wiernych?"

Kto konsekrował Szarka?

Artykuł p. Wiesławy Dąbrowskiej-Macury, który powyżej omówiliśmy, nie jest jedynym ekumenicznym tekstem w najnowszym "Gościu niedzielnym". Na tej samej stronie ósmej, jako swoista ilustracja, umieszczono tekst p. Jana Szarka, wyznawcy tzw. ewangelicyzmu augsburskiego, prezesa Polskiej Rady Ekumenicznej. Pan Szarek z niewyjaśnionych przyczyn posługuje się tytułem "biskup". Nie byłoby jeszcze tak źle, gdyby p. Szarek sam posługiwał się tym tytułem, tak jak p. Wierzchowski posługuje się tytułem "książę". Dramat polega na tym, że katolicki (przynajmniej z nazwy) tygodnik "Gość niedzielny" nie tylko publikuje tekst p. Szarka, ale co więcej - umieszcza w podpisie "Bp Jan Szarek". Pan Szarek jest protestatnem! Luter nie uznawał istnienia kapłaństwa (8) i p. Szarek - jako wyznawca jego błędnych nauk - podobnie. Ale jednak bycie biskupem łączy się z pewnym szacunkiem (tak jak bycie księciem) i dlatego p. Szarek chętnie kupił sobie fioletową koszulkę z koloratką i przywdział tytuł "biskupa". Nie jest jednak biskupem - nikt go na biskupa, ani nawet na księdza nie wyświęcił. Nie przeszkadza to jednak "Gościowi niedzielnemu" wprowadzać katolickich wiernych w błąd, sugerując że p. Szarek jest następcą Apostołów.

Pan Szarek w swoim tekście sieje jeszcze większy zamęt w głowach wiernych, niż literkami "bp" przed nazwiskiem. Pisze mianowicie, że "zapominamy o siostrach i braciach (...) w naszym Kościele, a zwłaszcza w innych Kościołach." Niesamowite! Ile Kościołów założył Chrystus? Pani Wiesława twierdziła że jeden ("Pan Jezus założył jeden Kościół"), a teraz okazuje się, że jest ich wiele. Katolików zresztą obowiązuje wiara katolicka, a ta mówi: "Jeden jest powszechny Kościół wiernych, poza którym nikt w ogóle nie bywa zbawiony." (Sobór Laterański IV) (9) Pan Szarek katolikiem nie jest, więc głosi co mu przyjdzie do głowy, ale po co drukować takie teksty w katolickim tygodniku, który jest wykładany w kościołach?

Medytacje pani Haliny

Idźmy dalej. Na przeciwko tekstu p. Szarka tabelka zatytułowana "Panorama międzynarodowych dialogów doktrynalnych z udziałem Kościoła rzymskokatolickiego". Dowiadujemy się z niej, że "dialogi" trwają już ponad 20 lat, np. z luteranami i metodystami od 1967 r. (Jakby ktoś nie wiedział, po co jest dialog, przypominam, że dialog uczy "akceptować i szanować innych wraz z ich innością").

Żeby było jeszcze ekumeniczniej, na stronie dziewiątej zamieszczono "Ekumeniczną medytację luteranki" pod tytułem "To jest Ten, którego i ja nie znałem". Tytułową luteranką a zarazem autorką tekstu jest niejaka Halina Szarkowicz-Opała. Pani Opała wysunęła intrygującą tezę. Już w pierwszym zdaniu czytamy bowiem: "Jest już tradycją, że w drugiej połowie stycznia chrześcijanie różnych obrządków spotykają się razem...". Interesujące - czyżby chodziło o grekokatolikow, katolików obrządku mozarabskiego, katolików obrządku syromalabarskiego, ormiańskiego itd.? Wygląda na to, że nie, bowiem pani luteranka pisze - co jest jasne z kontekstu - o tzw. "Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan". A więc zdaniem autorki "ekumenicznej medytacji" jedyną różnicą, jaka zachodzi między katolikiem a wyznawcą luteranizmu, kalwinizmu czy baptyzmu jest "obrządek". Ekumeniczny absurd!

Owoce dialogu

Na tej samej stronie, zaraz obok medytacji pani Opałki, anonimowy "W.D." zamieścił swój artykulik o katolicko-luterańskiej deklaracji o usprawiedliwieniu. W tekście pana "W.D." czytamy:
 

"'Na podstawie dialogu Kościoły luterańskie i rzymskokatolicki są teraz w stanie reprezentować wspólne rozumienie naszego usprawiedliwienia przez Bożą łaskę w wierze w Chrystusa. Nie zawiera ono wszystkiego, czego w każdym Kościele naucza się na temat usprawiedliwienia (...)' - stwierdzili członkowie komisji mieszanej."


A więc owo wspólne rozumienie usprawiedliwienia nie zawiera wszystkiego, czego naucza Kościół katolicki. Czyżby oznaczało to próbę podziału prawd wiary na ważniejsze i mniej ważne? Na to wygląda, a jest to pogląd potępiony przez Piusa XI:
 

"Co się zaś tyczy artykułów wiary, to bezwarunkowo niedozwolona jest różnica, która chciano zaprowadzić między tzw. zasadniczymi, a niezasadniczymi punktami wiary, jak gdyby pierwsze z nich musiały zostać uznane przez wszystkich, natomiast te drugie mogłyby pozostać do swobodnego uznania wiernych. Nadnaturalna cnota wiary ma swą przyczynę formalną w autorytecie objawiającego Boga i nie dopuszcza podobnej różnicy."(10)


Zresztą Pius XI, pisząc w 1928 roku swą encyklikę, przewidział, że heretycy będą chcieli prowadzić dialog międzywyznaniowy na zasadzie równouprawnienia:
 

"...oświadczają, że chcą wprawdzie rokować z Kościołem Rzymskim, lecz z zastrzeżeniem równości wzajemnej, tzn. jako równouprawnieni. Gdby jednak mogli rokować, to bez wątpienia w rokowaniach dążyliby do takiej umowy, która umożliwiłaby im trwanie przy tych zapatrywaniach, z powodu których błąkają się jeszcze ciągle poza jedyną owczarnią Chrystusa."(11)


Na stronach dziesiątej i jedenastej "Gość niedzielny" zamieścił krótkie artykuliki opisujące poszczególne grupy heretyckie i schizmatyckie działające w Polsce, a więc "prawosławnych", kalwinów, luteran, metodystów, mariawitów, polskokatolików. Uzupełniono to notatką o Polskiej Radzie Ekumenicznej. Całość opracował ks. Artur Stopka. Teksty jednak zostały sporządzone tak, jakby miały trafić do jakiegoś pisma liberalnego - nie zawierają ani słowa apologii na rzecz katolickiej prawdy. W tekście o luteranach napisano na przykład: "Święci są stawiani za wzór postępowania i życia chrześcijańskiego. Biblia wyklucza ich pośrednictwo." Żadnego komentarza! To ma być katolicki tygodnik? Co pomyślą sobie prości wierni, czytając taki tekst. Ano tyle, że "Biblia wyklucza ich pośrednictwo."

Pochwała głupoty

Na przełomie grudnia i stycznia w Mediolanie odbył się zjazd tzw. wspólnoty z Taize, której charyzmatycznym liderem jest starszy mężczyzna, p. Roger Schutz, który deklaruje się jako wyznawca nauk Kalwina. Nie jest to więc wspólnota katolicka, ale mimo to "Gość niedzielny" postanowił poświęcić mu aż dwa obszerne artykuły, a nawet opublikować fragment tzw. listu z Taize, którego autorem jest właśnie p. Schutz. Oba artykuły pełne są samych superlatywów, przez co zachęcają zdezorientowanych wiernych do popierania działań tzw. wspólnoty z Taize i jej lidera, p. Schutza.

Tymczasem sprawa ma charakter poważny, a "Gość niedzielny" nie podał wielu faktów. Podstawowym zagrożeniem jest indyferentyzm religijny, jaki z zasady musi w takiej ekumenicznej wspólnocie panować. Pius XI przestrzega przed podejściem, które odżegnuje się od różnic wyznaniowych w imię "jedności ponad podziałami":

"Wiemy jednak, jak tam łatwo dochodzić można do zaniedbania religii, lub do indyferentyzmu, lub też do modernizmu, którego ubolewania godne ofiary nie uważają prawdy dogmatycznej za absolutną, lecz za relatywną, to znaczy za zmienną według rozmaitych miejscowych i czasowych potrzeb, jakoby ona nie stanowiła treści niezmiennego objawienia, lecz przystosowywała się do życia ludzkiego."(12)

Jeden z krytyków Taize, Piotr Kosmala, pisze:
 

"Prawda jest taka, że wg Taize zgoda ta ma się opierać jedynie na rozmyciu nauki Kościoła Świętego w protestantyzmie. Główny teolog wspólnoty, Max Thurian, scharakteryzował jedność a la Taize jako 'wyrzeczenie się tego co dzieli i trzymanie się tylko podstawowej części wiary'. Wynika z tego dość prosty wniosk, iż można wyznaczyć podstaowe elementy i niepodstawowe elementy wiary, przy czym te ostatnie pozostawione są bardzo swobodnej akceptacji wiernych. Jeszcze dosłowniej wypowiedział to Roger Schutz vel brat Roger: 'wszystkie elementy wiary nie mają jednakowej ważności, niektóre są podstawowe, inne drugorzędne'."(13)


Poglądy panów Thuriana i Schutza - liderów grupy z Taize - są więc formalnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła, wyrażonym w encyklice "Mortalium animos", gdzie czytamy, że "bezwarunkowo nie jest dozwolona różnica, którą chciano zaprowadzić między tzw. zasadniczymi a niezasadniczymi punktami wiary, jak gdyby pierwsze z nich musiały być uznane przez wszystkich, natomiast te drugie mogłyby pozostać do swobodnego uznania wiernych."(14) Co oznacza taka postawa w praktyce, pisze Piotr Kosmala:
 

"...symptomem tej swoistej teologii Taize jest publicznie wyrażany sprzeciw wobec ogłoszenia dogmatu o Wniebowzięciu NMP przez Piusa XII. Dzień ogłoszenia br. Roger nazwał najsmutniejszym w swoim życiu."(15)


Czy taka postawa doktrynalna liderów grupy z Taize nie powinna być wystarczająca dla polskiego duchowieństwa, by ostrzec młodzież przed ich zgubnym wpływem? Niestety, okazuje się że nie. Do Mediolanu, gdzie odbył się zjazd młodzieżowy organizowany przez grupę z Taize przyjechało ponad 32 tys. młodych Polek i Polaków, jak możemy dowiedzieć się z "Gościa niedzielnego". I to wszystko pomimo ojcowskiego ostrzeżenia papieża Piusa XI:
 

"...ani Stolica Apostolska nie może uczestniczyć w ich zjazdach, ani też nie wolno wiernym zabierać głosu lub wspomagać podobne poczynania. Gdyby to uzynili, przywiązaliby wagę do fałszywej religii chrześcijańskiej, różniącej się całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusowego."(16)
Pozostaje tylko modlić się, by te mądre słowa przewidującego Papieża nie stały się głosem wołającego na puszczy.

Grzegorz Nowicki



Przypisy:

(1)  Encyklika Ojca św. Pius XI „Mortalium animos" o popieraniu prawdziwej jedności religii, Jaidhof 1995
(2)   tamże, ss. 7-8
(3)   tamże, s. 8
(4)   tamże, s. 3
(5)   tamże, s. 13
(6)   tamże, s. 11
(7)   tamże, s. 14
(8)   por. ks. Dariusz J. Olewiński, „W obronie Mszy świętej i Tradycji katolickiej", Komorów 1997, ss. 376-377
(9)   BF II, 11
(10)   Mortalium animos, wyd. cyt., s. 12
(11)   tamże, s. 9
(12)   tamże, s. 12
(13)   Piotr Michał Kosmala, „Niebezpieczeństwo Taize" [w:] „Reakcja. Tygodnik Myśli", nr 4 (04) z 15 maja 1997 r., s. 8
(14)   Mortalium animos, wyd. cyt., s. 12
(15)   Kosmala, op. cit.
(16)   Mortalium animos, wyd. cyt., s. 9


Powrót


"OMNIA INSTAURARE IN CHRISTO"
Strona główna | Liturgia | Wiara | Dokumenty | Życie Kościoła | Publikacje | Kontakt | Odnośniki

© by VERBUM TRADITIONIS - Magazyn Tradycji Katolickiej
http://tradycja.ampr.gliwice.pl

Wszelkie uwagi proszę przesyłać na adres: verbum@ampr.gliwice.pl
Ostatnia aktualizacja 6 lutego A.D. 2000
Strona istnieje od 17 stycznia A.D. 1999